• GRZĄDKA NO.1, czyli wywiad z Dominiką Sawczuk z fundacji Bank Żywności SOS

    2014-06-05 11:27:47
    WARSZAWA | Królikarnia

    Królikarnia: Na początku chciałbym się spytać o Waszą fundację Bank Żywności SOS. Czym dokładnie się zajmujecie?
    D: Bank Żywności jest fundacją, która powstała w Warszawie dwadzieścia lat temu. Wszystko zaczęło się od Jacka Kuronia i zup „kuroniówek”. Od tego czasu Banki Żywności SOS zajmują się dystrybucją jedzenia dla osób potrzebujących. Staramy się bezpłatnie pozyskiwać żywność, która inaczej uległaby zmarnowaniu, albo utylizacji, np. taką, która ma wady marketingowe czy taką z krótkimi datami ważności spożycia. Pozyskane w ten sposób produkty dystrybuujemy do innych organizacji pomocowych, a te przekazują ją do osób potrzebujących. Około dwunastu organizacji codziennie odbiera żywność od producentów, hurtowników, dystrybutorów, ale również od rolników. Nasi wolontariusze 2-3- razy w tygodniu przyjeżdżają na giełdę Bronisze i pytają po kolei rolników, czy mają coś dla Banku Żywności. Rolnicy oddają owoce i warzywa. Miesięcznie jesteśmy w stanie uzbierać 10 ton warzyw i owoców!

    K: To chyba bardzo dużo?
    D: Tak, w ciągu jednego dnia dwie czy trzy osoby są w stanie uzbierać około tony warzyw i owoców. Może trochę gorszej jakości. Ale też często rolnicy oddają nam własne plony: ktoś daje jedną kapustę, ktoś buraka. Jeśli takich darczyńców jest 70-100 osób - to się po prostu uzbiera duża ilość.

    K: A gdzie je przekazujecie?
    D: Całą żywność dystrybuujemy przez inne organizacje, które z nami współpracują. Jest ich 173, są to różne organizacje albo punkty dziennego pobytu np. świetlice środowiskowe, punkty dla osób starszych, różne organizacje pozarządowe, ale też np. noclegownie dla bezdomnych. Żywność dostarczamy również do domów matek chronicznie chorych, kół emerytów i rencistów. Odbierają też duże organizacje: MONAR, PCK, Caritas. Na stronie internetowej: zywnoscnamazowszu.pl można znaleźć dokładne informacje ile jest takich organizacji i gdzie pracują. Do tych wszystkich miejsc możemy przekazywać żywność przez całą dobę. Zdarzają się sytuacje, że dzwoni do nas firma cateringowa, której zostało jedzenie i nie chce go wyrzucać, wtedy nawet w nocy przyjeżdżamy i odbieramy je. W ogóle Banki Żywności działają lokalnie. Idea jest taka, żeby osoba potrzebująca nie miały zbyt daleko, żeby odebrać paczkę, albo zjeść posiłek. W województwie mazowieckim Banki Żywności są w Radomiu, Siedlcach, Ciechanowie. Mamy też aktywnie działających wolontariuszy w Ostrołęce i Ligowie. W całej Polsce funkcjonują trzydzieści dwa Banki Żywności. Są to oddzielne organizacje pozarządowe, fundacje i stowarzyszenia a wszyscy jesteśmy zrzeszeni w federacji Polskich Banków Żywności.

    K: Nie miałam pojęcia, że takie organizacje tak prężnie działają i są w stanie zebrać jedzenie z tak różnych źródeł. Słyszałam, że jest podatek od żywności oddawanej przez darczyńców prowadzących działalność gospodarczą.
    D: Podatek został zniesiony. Była „sprawa z piekarzem” (darczyńca prawie zbankrutował oddając chleb do lokalnego domu dziecka, przyp. red.), ale właśnie Banki Żywności są inicjatorami zmian w tej ustawie. Niestety ustawodawca niefortunnie wpisał tylko producentów. I tylko oni byli przez jakiś czas zwolnieni od tych podatków. Natomiast już od półtora roku zwolnieni są wszyscy: i hurtownicy i dystrybutorzy, i ktoś, kto kupuje produkty za granicą a w Polsce tylko je przepakowuje. Ale tak naprawdę potrzeba dużo zmian jeszcze przede wszystkim w świadomości nas wszystkich, że bardziej opłaca się przekazać tę żywność. A z ekonomicznego punktu widzenia jest to tańsze niż utylizacja. Jej koszty, patrząc na to globalnie, (jeżeli ktoś umie myśleć globalnie) to koszty wyprodukowania żywności, zużycia wody, pracy, zanieczyszczenie środowiska i potem, jeżeli czegoś nie sprzedamy i chcemy to wyrzucić. To jest marnowanie zasobów wszelkiego rodzaju. W momencie, kiedy znajdujemy inne wyjście: jakieś miejsce kanalizowania tych zasobów, w odpowiednim czasie, skierowanie ich do potrzebujących osób - to jest to coś szlachetnego i spełnionego.
    Zaczynają z nami współpracować hipermarkety. Pierwszym takim sklepem było Tesco i obecnie w Warszawie pracujemy z trzema największymi sklepami Tesco i odbieramy od nich regularnie żywność. To się ciągle rozwija, bo i Makro i Selgors są chętne do współpracy. Natomiast myślę, że jeszcze potrzeba chęci z obu stron, żebyśmy wszyscy mogli częściej odbierać tę żywność, żeby ona była identyfikowana na półkach, żebyśmy w odpowiednim czasie byli powiadomieni i mogli ją odebrać.

    E: Dlaczego zgłosiliście się jako organizacja do projektu „Nieużytki sztuki”?
    D: Bank Żywności prowadzi też projekty edukacyjne. Uczy co robić z żywnością, skąd się ona bierze i co to znaczy zdrowo jeść. Nasze projekty edukacyjne są bardzo szeroko zakrojone: zaczynaliśmy współpracę z organizacjami charytatywnymi, prowadziliśmy projekty na ich rzecz - aby podnieść poziom ich działania: wdrażaliśmy zasady higieny i bezpieczeństwa żywności w organizacjach pozarządowych (żeby mieli lepsze pomieszczenia, lepiej rozprowadzali tą żywność). Potem poprowadziliśmy projekt edukacyjny w świetlicach środowiskowych. Prowadziliśmy projekty w szkołach na wsiach i małych miasteczkach, gdzie świadomość marnowania żywności i jedzenia zdrowo jest inna niż w dużych miastach. Na wsiach żywność w zasadzie się nie marnuje, rozmawianie o tym, że marnujemy żywność musi być naprawdę na wysokim poziomie, w nawiązaniu do tego, ile wody się marnuje przy jej produkcji. Z drugiej strony dzieci pragną mieć „kolorowe” produkty, a tłumaczenie dzieciom, że mogą sobie zastąpić kolorową i niezdrową żywność, zdrową jest trudne. Więc jest to skomplikowany proces. Do szkół z projektami edukacyjnymi chcieliśmy wejść 5-6 lat temu, ale było nam ciężko, po prostu szkoły nie były gotowe na to, żeby wpuszczać organizacje pozarządowe. Teraz to się stało bardzo modne i przez to łatwiejsze. Zaczęliśmy prowadzić projekty dla szkół podstawowych. W tym wypadku bardzo ważni są też rodzice, którzy mają olbrzymi wpływ na kształtowanie świadomości dzieci. Niestety nie jest łatwo wejść z nimi w dialog - nie udało nam się jeszcze poprowadzić dla nich warsztatów, ale mam nadzieje, że już w przyszłym roku uda nam się to przeforsować.
    Myślę, że taki pomysł, jak „Nieużytki sztuki”, spędzanie czasu w Królikarni - atrakcyjnym, trochę kontrowersyjnym miejscu, ale przede wszystkim miejscu kultury i sztuki, może w tym pomóc. To jest miejsce, do którego możliwe, że rodzice będą chcieli przyjść i w tej bardzo fajnej atmosferze i otoczeniu będziemy mogli przekazać ważne wiadomości.

    K: Czy chcecie w ramach projektu „Nieużytki sztuki” zorganizować jakieś „spotkania przy grządce”?
    D: Tak chcemy robić spotkania, bo miejsce jest bardzo fajne i przyjemne. Bank Żywności znajduje się obecnie w Regułach, przed Pruszkowem. Wolontariusze do nas przyjeżdżają kolejką. Ale jednak namówienie kogokolwiek, żeby do nas przyjechał w celach poznawczych, czy medialnych jest dosyć trudne. Natomiast Królikarnia jest w centrum Warszawy, dlatego liczymy na to, że będziemy mogli wokół tej małej grządki, która jest takim symbolem, skupić osoby wokół ważnych tematów, dotyczących tego, że żywność pochodzi z gleby, że powinniśmy się nią opiekować, że otaczają nas osoby potrzebujące, że powinniśmy się wszyscy edukować, bez względu na status społeczny. Mieć świadomość tego, kim jesteśmy w stosunku do pokarmu - naszej podstawowej potrzeby życiowej. To jest dobre miejsce, bo my tu nie ograniczamy dostępu do kultury i sztuki, a przecież ludzie często z tego muszą rezygnować, ponieważ ich wszystkie zarobki idą na podstawowe rzeczy i na tę kulturę czy inne tego typu potrzeby nic nie zostaje. Dlatego uważam, że jest to dobre miejsce.

    K: Czyli będą odbywać się tu spotkania i warsztaty?
    D: Tak, chcemy zapraszać konkretne osoby i rozmawiać o ważnych dla nas tematach. Poza tym wyobrażam sobie, że może to być miejsce spotkań naszych wolontariuszy. Może to być punkt spotkań dla biznesu, jeżeli chcielibyśmy wręczyć jakąś nagrodę. To jest miejsce, gdzie będą mogły przyjść dzieci, pogrzebać w ziemi i zobaczyć, jak wygląda pomidor, jakie on ma korzenie, jeżeli będziemy go wyrywać i konsumować. Można obserwować rośliny od momentu zasiania do momentu, kiedy wyrastają i kiedy dalej się coś z nim robi. To miejsce daje bardzo dużo możliwości. Mam nadzieje, ze będzie to miejsce uzupełniające nasze działania, które dzieją się przez cały rok. Możemy wykorzystać je przy aspektach kulinarnych, czyli np. naszych zbiórkach świątecznych. Możemy umówić się tu z wolontariuszami. A jak zapytają, dlaczego tu, a nie pod rotundą? To znamy odpowiedź: dlatego, że to jest przyjazne miejsce: tu jest nasza grządka i chcemy tu stworzyć punkt kontaktowy.

    K: A jak Pani się dowiedziała o projekcie „Nieużytki sztuki”?
    D: Zadzwonił do mnie kolega, który usłyszał w radiu o projekcie i stwierdził, że mogę się tym zainteresować. Potem zaczęłam szukać więcej informacji w Internecie.
    Nasza grządka ma trzy podmioty: jest pani Monika z córką (i my i ona chcieliśmy siać warzywa i owoce, więc łatwo doszliśmy do porozumienia), są też dziewczyny ze stowarzyszenia DietaNova - są dietetyczkami, więc uzupełniają te wszystkie działania od strony zdrowotnej. No i jesteśmy my, Bank Żywności - dla nas najważniejsza jest kwestia niedopuszczania do marnowania żywności. Nie ma wśród nas artystów:)

    K: Właśnie chciałam przejść do tej kwestii, czy jako posiadacze tej grządki, którzy skupiają się na kwestii żywieniowych, macie świadomość, że jednak jest to projekt artystyczny?
    D: Myślę, że ten projekt powstał po to, żeby sztukę łączyć z elementami społecznymi. Jesteśmy z różnych grup, ale nadal interesuje nas wspólna przestrzeń, w której się coś dzieje. Sztuka nie jest tylko sztuka samą dla siebie - tylko dla artystów i osób związanych z tym kręgiem. Chodzi o to, żeby była otwarta, dla ludzi. Dla mnie to ważne jest to, że mogę mówić o rzeczach, które są mało przyjemne, bo nikt nie chce mówić o tym, że są ludzie bezdomni, albo ze dzieci są głodne w miejscu estetycznym, pięknym, do którego się chętnie przychodzi. I myślę, że dlatego warto łączyć sztukę z tą sferą społeczną, mówieniem o tym, ze są wśród nas osoby potrzebujące. Kto inny ma pomagać, jak nie osoby zajmujące się sztuką – wrażliwe społecznie? Bo jeżeli sztuką zaczynamy się zajmować na pewnym poziomie swojego życia, bo do tego jest potrzebna ta dojrzałość społeczna. I myślę, że tutaj w tym miejscu, wspólnie - my tę dojrzałość osiągamy…

    K: No właśnie - autorka projektu Elżbieta Jabłońska w swoich działaniach artystycznych dużą wagę przywiązuje do problemów społecznych. Czy Pani zna jej działalność?
    D: Oglądałam jej stronę internetową i właśnie byłam mile zaskoczona, że z tak z daleka docierają do nas projekty. I jak zobaczyłam, jakie duże zainteresowanie jest tym projektem, to uświadomiłam sobie, że jest duże zapotrzebowanie społeczeństwa, żeby coś robić publicznie, jakoś działać. Więc mam nadzieję, ze miedzy innymi „Nieużytki sztuki” spowodują, że ludzie będą wychodzili na ulice ze swoimi pomysłami i będą mogli mieć wpływ na swoje otoczenie w mieście.

    K: Dziękuje za ciekawą rozmową.

    rozmawiała Eleonora Bojanowska
    Galeria

    KOMENTARZE